niedziela, 23 listopada 2014

Pizza przedszkolaczka

Nasz Tata jest wielkim fanem pizzy. Zawsze zamawia ją w pobliskich pizzeriach aby przekonać się i rozeznać gdzie i która smakuje mu najlepiej! Zamawia o każdej porze, w nieoczekiwanych okolicznościach, nawet wtedy kiedy nie ma go w domu i pizzę musi przechować pobliski salon fryzjerski ;) Taki jest nasz kochany Tato, dzieci to widzą, chcą a ja długo myślałam jak to zrobić w domu aby było dobrze mądrze i zdrowo.

Najwspanialszą pizzę jadłam oczywiście we Włoszech w Tarranto. Nad pięknem tego regionu rozpisywałam się już tutaj lasagne-wysmienita-woska-uczta. i nie mogę się doczekać kiedy zabiorę moje dzieci w miejsca które sama zwiedzałam i pokochałam, a także tam gdzie Stary Kucharz Francesco nauczył mnie robić podstawową pizzę. Wszyscy nie mogli się nadziwić, że potrafię zjeść na śniadanie obiad i kolację ogromnego 'pikacza' i nie nudzi mi się to całymi miesiącami. Może nie udało mi się do końca powtórzyć tych smaków w domu ze względu na to, ani nie składniki ani piec opalany egzotycznym drewnem, żadnych specjalnych kamieni i innych przyborów, ale z pewnością jest to miła alternatywa uzdrowiona na miarę możliwości tak, aby bez wielkich wyrzutów sumienia podać ją dzieciom.

Do naszej pizzy użyłam sera Grana Padano, dość popularnego w Trentino oraz Piemont czy Veneto, które słyną również z produkcji tego sera na północy Włoch. Grana Padano jest tradycyjnym niepasteryzowanym serem długo dojrzewającym z 1000 letnią tradycją zapoczątkowaną przez mnichów cysterskich. Ciekawostką jest że, do dziś czuwa nad nim konsorcjum la Tutela del Formaggio Grana Padano, które na każdym etapie produkcji czuwa by ser smakował nam zawsze tak samo według tej samej receptury dającej fantastyczny posmak ananasa i lekką słonawą słodycz. Ma dużą zawartość białka i doskonałe wartości odżywcze dzięki czemu z powodzeniem może my go podawać naszym dzieciakom. Niezawodny w zapiekankach, na pizzy, we włoskich sosach robionych domowymi sposobami, nie utrzymujący się w mojej lodówce dłużej niż kilka dni z uwagi na bombardowanie mojej głowy pomysłami co tu z nim zrobić :)))


Pizza przedszkolaczka

Ciasto.

110g mąki pszennej
50g mąki jaglanej
15g drożdży świeżych
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka cukru 
250 ml ciepłej wody
40 ml dobrej oliwy

Sos.

 puszka pomidorów 
6 pomidorków koktajlowych 
1 łyżeczka cukru 
pół łyżeczki soli 
bazylia

Dodatki 

100g sera Grana Padano
szyneczka z piersi kurczaka


15g drożdży zasyp łyżeczką cukru i odczekaj 10 minut kiedy drożdże zaczną się rozpuszczać. W tym czasie przelej puszkę pokrojonych drobno pomidorów do rondla i zacznij podgrzewać. Dodaj pomidorki koktajlowe przekrojone na pół cukier i sól. Pozostaw na wolnym ogniu przez 20- 30 minut aby sos odparował pod koniec dodaj bazylię i ulubione zioła czasem dodaję też troszkę pietruszki, oregano - daruję dzieci nie bardzo je lubią. 

Dodaję zaczyn drożdżowy do przesianych mąk, potem stopniowo wodę olej sól i zagniatam ciasto które w razie potrzeby można podsypać mąką lub dodać więcej wody. Ciasto wyrabiać należy spokojnie i naprawdę widać kiedy jest na tyle elastyczne aby odłożyć je do wyrośnięcia. Odkładamy do miski cienko posmarowanej oliwą i przykrywamy bawełnianą ściereczką po lekkim wyrośnięciu około 30 minut formujemy placuszek który smarujemy sosem posypujemy serem dodajemy szyneczkę i wkładamy do piekarnika na 210 stopni!






Taka mała rada na koniec, aby nie dodawać więcej mąki jaglanej niż zalecane 50g to i tak dużo a po dodaniu większej ilości ciasto mogłoby nie smakować dobrze.


Wypróbujcie koniecznie w domu ze swoimi dzieciakami! Smacznego!

czwartek, 20 listopada 2014

Są takie dni kiedy kobieta...

Są takie dni kiedy kobieta znika w głębiny swojej duszy. Wnika w nie, tak silnie i mocno, że znika aż i tylko jej ciało stąpa po tej Ziemi wykonując proste domowe czynności. 

Ktoś by powiedział, męczy ją nadwrażliwość, nadwrażliwość która tak w kość daje mocno. Nadwrażliwość która pomogła by pisać, gdyby ręki nie zamroziła. Za dużo myśli, nie wiele działa.

Są dni kiedy kobieta... nadwrażliwa mocno, siedzi na kanapie skulona w kłębek z kubkiem czarnej herbaty i rozmyśla. A raczej to myśli targają tak mocno jej ciałem, że nie pozwolą jej zrobić żadnego ruchu, w żadną stronę i jedynie do dziecka swojego podejdzie, dotknąć paluszki które już nigdy nie będą tak maleńkie, pieluszkę zmieni, ubranko da cieplejsze, muśnie usteczka tak słodkie i niewinne jak nigdy potem już nie będą. 

Są takie dni kiedy w maratonie codzienności to, co miłością Matki największą, cieszy najbardziej kiedy śpi! ale człowiek jest tak cholernie szczęśliwy do granic możliwości, że zapomni nawet sam o sobie... w dupie ma jak wygląda i czy jeansy mają plamę makijaż nie taki... aby dociągnąć do 20- dziestej, bawić się, denerwować na nieporządek, w końcu paść wieczorem bezsilnym i dojść do wniosku, że największa twa radość po stokroć silniejsza na wieczór się staje. Jeszcze tylko 20 razy wstanę do rana a potem już wszystko się zmieni. Będę piękna umalowana, szczupła w domu czysto będzie i obiad zapachnie radośnie, ale jeszcze daj mi, na razie minutkę do rana. Daj proszę, bo pół nocy balowałam ave maryja i siu siu i ach śpij kochanie a on płakał i płakał a jak się uspokoił to pies zaszczekał i drugie dziecko zbudził... Daj mi tylko minutkę lub dwie i już na nowo wstanę...

Milion takich dni i nocy przeszłam w miesiąc, zapominając o bożym świecie. Milion razy Was straciłam i pizzę obiecałam ale spałam. Spałam zamknięta w sobie strachem o choroby, Górników i śmierć. Spałam w życiowym letargu na kanapie z czarną herbatą, sparaliżowana strachem XXI wieku. A kiedy nie spałam to balowałam przy łóżeczku na ave maryja opłakując każdy ząb po kolei jak już przestał boleć to minutkę spałam naprawdę opatulona mymi dziećmi a i jeszcze przez sen myśląc jak niewiarygodnie szczęśliwie czuć słodycze ich małych rąk na sobie. 

Ze skrajności w skrajność od łez po radość i śmiech i czasem też przez zew natury kiedy czułam się jak lwica rycząca to moje terytorium i wara mi stąd moje dzieci, mój dom, moja bajka! Tak właśnie żyłam na jogurcie z owsianką o wegebrgerze i kawie nie chudnąc przy tym 5 deko. Ktoś by powiedział.. wariatka?

Ja może nieśmiało powiem... Mama, zmęczona, szczęśliwa i truchlejąca przed złem świata? 

Ktoś mi powiedział, jedna z niewielu osób z którymi rozmawiałam przez ten czas, że..' Aga to normalne, wszystkie teraz się boimy zmieniamy pod wpływem macierzyństwa trzęsiemy się jak galarety ze strachu, po raz drugi zostałaś Matką to dlatego..'

' Nie mogę przespać życia' rzuciłam w locie i poszłam dalej...

I już tak teraz się budzę powoli z tego ciężkiego snu, rozsznurowuję własne ręce próbuję złapać głębszy oddech, ale chcę Wam powiedzieć, trudne to.

            no ale cóż, są takie dni kiedy kobieta...




niedziela, 28 września 2014

Frytki 'leko czekladowe' kontra przedszkolna rzeczywistość.

Nasza Córka we wrześniu tego roku, rozpoczęła jak tysiące innych dzieci, edukację przedszkolną.
Jako dumni rodzice trzyletniej Młodej Damy trzymaliśmy kciuki, przeżywaliśmy każde nowe stwierdzenia i przemyślenia na temat przedszkola, oczekiwaliśmy długiego okresu przystosowania do nowej sytuacji. Wobec Majki rozciągnęliśmy ogromny płaszcz tolerancji, nie pouczaliśmy jej, nie stawialiśmy wymagań ani oczekiwań. W okresie wakacji mówiliśmy jej tylko tyle, że będzie chodziła do przedszkola z dziećmi, po to żeby się z nimi bawić i uczyć. Mówiliśmy, że nas tam nie będzie ale kiedy minie czas zajęć, zawsze przyjdziemy i zabierzemy ją do domku. Byliśmy także przygotowani i mięliśmy plany awaryjne na różne ewentualne porażki, które snuliśmy w domysłach. Byliśmy przygotowani na to, że początki mogą być owiane płaczem i trudami w adaptacji. 

Jak my się cieszyliśmy, kiedy usłyszeliśmy, że:

Macie Państwo dziecko pięknie przygotowane do przedszkola, nie płacze, ładnie się bawi słucha poleceń, ma naprawdę imponujący zakres słownictwa, chyba dużo Państwo czytacie w domu - mówiła bajecznym głosem Pani.

My z P  słuchając, w tamtym momencie wnosiliśmy się na wyżynach rodzicielstwa jak Orły w przestworzach, szybowaliśmy ku tęczy, zataczając koło miłości wokół naszych Szkrabów kiedy...

Bęc!

Dziecko nie chce jeść, siadać nawet do stołu, mówi że jedzenie jest okropne, że się go boi i będzie jadła tylko z Mamą frytki i 'leko'

BĘC... BUCH,... TRACH....

O kur! Co przegapiliśmy? Siadaliśmy do stołu, często razem, kiedy było tylko można. No dobrze Maja zawsze słabo nam jadła ale, tak od razu obrzydliwe, że do stołu... z dziećmi, że niee... Byliśmy przecież tacy przygotowani. Czcze pobożne życzenia. O nie! Frytki? Jak to?

To był początek rozmów w domu, ale także z samą Mają, na temat 'przedszkolnych rozczarowań.' Tak oto największym rozczarowaniem okazało się:

Mamo, czemu Ty nie gotujesz z Paniami w przedszkolu?
 
Kochanie, w kuchni pracują Panie które gotują same pyszności dla wszystkich dzieci i dzieci to jedzą bo to jest stworzone specjalnie dla Was. Będziesz jadła? - pytałam z nadzieją w głosie.

Nie.

Kolejnym rozczarowaniem było to, że w przedszkolu nie ma frytek i czekolady i jak to?

Myszko, przedszkole to czas dla młodych odkrywców. Będziesz miała tam tyle zabawy i nauki, że Twój brzuszek musi jeść wszystkie pełnowartościowe posiłki, żebyś miała siłę na te wszystkie przygody. Będziesz jadła?

Nie, bo w domu mogę jeść frytki.

Tak, w domu robimy czasem frytki ale to jest jedzenie na szybko, brzuszek nie ma z takiego jedzonka pełnej korzyści a Ty potem nie masz tak wiele sił jak po zupce i drugim danku. 

Mogę śmiało powiedzieć, że każdy dzień września obfitował w podobne rozmowy, nic nie skutkowało Maja nie chciała jeść i koniec. Czułam naprzemiennie winna lub wściekła na siebie za te frytki. W drodze do domu Maja była już głodna, marudząca... wobec czego moje marzenia o tym, by codziennie nie gotować dziecięcego obiadu legły w gruzach.

Dodatkowo po przeniesieniu tych rozmów na Panią przedszkolożkę jestem pewna, że myślała ona o Majce jako o dziecku żyjącym tylko na frytkach i 'leku czekladowym' a to po prostu było to, co ją jako trzylatkę najmocniej zabolało. Wszystko było przecież takie fajne, więc jak mogło zabraknąć ukochanego 'leka' i... frytek.

Ja jako Matka czułam dotkliwą klęskę wychowawczą. Ten kto nas zna wie, że całkiem fajnie w domu gotujemy ale kiedy przychodzi pora na frytki, zabieramy się za obieranie ziemniaków smażymy na rzepaku i zamieniamy się w mało fantazyjnych kanapowców przy bajce i frycie. Kochamy te klimaty, każdemu do zdrowia i szczęścia są one przecież potrzebne. Grunt to równowaga! W najśmielszych oczekiwaniach nie przypuszczałam, że to stanie się dla nas 'kłodą pod nogami' w przedszkolnych realiach.

Byłam przygotowana na płacz, tęsknotę, bolesną rozłąkę. Bałam się drzemek i tego czy będzie umiała się dzielić zabawkami ale nie cholernej fryty! A tym czasem ta fryta spędziła mi sen z powiek na pierwsze tygodnie.

Tak oto, ja Matka raz biegałam za wcześnie myśląc:

 'nie zjadła obiadu jest głodna'.

Potem zalewał mnie zdrowy rozsądek i szłam spokojnie o ustalonej porze, myśląc:

'takie jest życie będzie musiała się nauczyć'

I tak na zmianę, za każdym razem słyszałam tylko:

Nie proszę Pani, nie jadła pyta ciągle czy Pani to gotuje, Pani pracuje w gastronomii?
Nie dziś też się nie udało prosiła tylko o 'leko czekladowe'
Nie dziś nie usiadła nawet do stołu - i tak ciągle.


Były takie momenty, że chciałam zabierać ją o 12 i dać sobie spokój bo nadal największy problem pojawiał się z obiadem ale zanim wprowadziłam ten plan w życie, powiedziałam Majce tak:

Majuś tydzień ma 7 dni.

Policzyliśmy skrupulatnie czy na pewno tyle i jak się upewniliśmy kilka razy. Matka snuła dalej:

Majuś tydzień ma 7 dni. Z tego 5 dni jesteś w przedszkolu a 2 dni w domku. Podpisujemy umowę przez 5 dni w domku będzie gotowana zupka. Kiedy nie zjesz w przedszkolu będziesz mogła w domu zjeść zupkę.

Zukę nie! Mamo, przecież Ty wiesz, że ja nie lubię 'zuki'

Wiem, że nie lubisz ale kiedy jesteśmy bardzo głodni lepiej zjeść zupkę niż czekać na to żeby bolał nas brzuszek.

No, tak.

W tym czasie w przedszkolu będą gotowane same pyszności, naleśniki, klopsiki, rybka i kotlety.

Mamo, to super - wołała wyczekiwaną przeze mnie radością w głosie.

No właśnie dlatego będziesz musiała się zastanowić przy obiadku czy na pewno nie chcesz tych pyszności bo w domu będzie tylko zupa. Najczęściej Maju ta zupa będzie tylko jedna, na dwa dni. - Zniżyłam lekko ton.

Oj, to nie dobrze Mamo.

No właśnie Majeczko ale tydzień ma 7 dni i przez 5 będziesz jadła pyszności w przedszkolu a przez 2 Mama będzie czarowała w kuchni dla Ciebie wszystko co będziesz tylko chciała.

Mamo naprawdę będziesz czarować? - Zapytała zaskoczona Majka.

Tak. - Obiecałam szczerze i stanowczo.

A wyczarujesz frytki i leko czekladowe?

Wyczaruję, ale tylko w te dni kiedy nie będziesz chodziła do przedszkola.

Uuuu... no ale dobrze Mamo i tak jesteś super!

Taka waśnie mieszanka rozmów, prób ustalenia środka, przekupywanek, cudów niewidów i innych sprawiła, że dzielna Maja zjada w przedszkolu drugie danie. Stawka była wysoka, wiecie sami ile czasu zajmuje codzienne gotowanie. Zupki, w przedszkolu nie zjada :) Wiecie dlaczego :) ale drugie znika z talerza przez 5 dni w tygodniu a w pozostałe czarujemy.

Całą sobotę przelataliśmy w mące, my a nawet pies! Mięliśmy brudno, nic a nic się tym nie przejmowaliśmy, śmiejąc się w głos. Niestraszny nam bałagan kiedy w kuchni powstaje nowy przepis! Tak oto na dniach wrzucimy nasz  przepis na Pizzę Przedszkolaka!

Pozdrawiam Was zza magicznej kuchni, która funkcjonuje tylko dlatego, że w tygodniu i Matka wywalczyła 5 minut dla siebie gotując tylko nudnawą zupę :) Polecam wszystkim rodzicom ten stan błogości.

Czekamy na wasze newsy z przedszkola.

środa, 27 sierpnia 2014

Ciasto marchewkowe na wieczór i na śniadanie.

Ciasta marchewkowe wypiekam tradycyjnie i z wariacjami. Wysokie i duże oraz niskie, takie w stylu amerykańskim. Bardzo lubiłam to w Stanach, że do filiżanki kawy można było zjeść kawałek marchewkowego ciasta z gęstą białą skórką. Dziś kiedy Starbucks jest już w Polsce, dla nikogo takie ciasto nie jest już nowością, ale dziś i ja jestem już inną kobietą. Wolę to ciasto zrobić sama w domu.

Tak jak wspomniałam, wypiekam wiele tych ciast.Zajadamy się nimi... To co do tej pory irytowało mnie, jako osobę 'dość prostą' jeśli chodzi o dodatki do potraw, było ociekającym olejem w dużej ilości... 
Postanowiłam tym razem, decydując się na niskie ciasto, zastąpić ten olej kokosowym i masłem klarowanym oraz mlekiem i jest pyszne dla mnie idealne, pozbawione wyrzutów sumienia na noc i na poranek, niech się dzieje co chce, dziś piekła nie ma...


Ciasto marchewkowe niskie 

tortownica około 20 cm

2 jaja
120g cukru pudru
30ml oleju kokosowego 
20ml klarowanego masła 
10ml mleka
150g mąki 
200g startej marchewki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3 krople aromatu arakowego
pół łyżeczki mielonego anyżu 

Słodki sos

Zmiksuj dowolny serek typu Almette 
dowolną ilość cukru pudru tak aby Ci smakowało i odstaw na pół godziny do lodówki.
Jeśli wolisz 'skórkę' dodaj 20g masła do miksowania i będzie pysznie.
 
 
Tortownicę wyłóż papierem do pieczenia. Jajka ubij z cukrem. Do jajek dodaj rozpuszczony olej kokosowy i rozpuszczone masło klarowane. Dodaj 10 ml mleka. Zmiksuj wszystko na gładką masę. Powoli dodawaj mąkę, proszek, anyż, aromat i na samym końcu dodaj marchew. Piecz w temperaturze 180 stopni około 50 minut.






 

wtorek, 19 sierpnia 2014

Chłodnik, doskonała zabawa z dziećmi.

Chłodnik jest pierwszą zupą zrobioną przez moją 3-letnią Córkę. Uwierzcie mi, kiedy pozbędziecie się strachu związanego z ewentualnym bałaganem, macie jak w banku doskonałą zabawę. Zaczynamy od mieszania jogurtów, każdy 3-latek jest w stanie doskonale sam to zrobić, a potem za pomocą czarodziejskiej różdżki i kilku zaklęć wymówionych przez Mamę 'zuka' zamienia swój biały kolor w piękny amarant. 
Radocha na 102, a Wy macie z głowy obiad.

Nie wiem, jak robi się chłodnik w Waszych domach. Ja nigdy nie lubiłam tej zupy, wydawała mi się... mało zachęcająca - delikatnie mówiąc. Rzecz zmieniła się dopiero teraz. Zainspirowały mnie tegoroczne wakacje w Iławie. Jest tam mała restauracja w centrum miasta, w podziemiach Smocza Jama (klik) śmiało mogę powiedzieć, jedna z najlepszych a jadłam chyba we wszystkich. Uśmiecham się szeroko do tej myśli, ponieważ Iława jest miejscem tak klimatycznym, że człowiek z przyjemnością wędruje tam po okolicznych knajpkach i restauracjach chcąc, po prostu jak najwięcej, cieszyć się samym jeziorem i atmosferą jaka tam panuje. Polecam na wakacje i koniec.

Wracając do Smoczej Jamy za namową rodziny spróbowałam tam chłodniku i zakochałam się w tej zupie. Szef kuchni podaje go z ziemniaczkami jajkiem, świeżym koperkiem.. bajka. Te smaki chodziły za mną na tyle mocno, że postanowiłam powtórzyć ten smak w domu.

Nauczyłam się kilku rzeczy. Chłodnik to zupa, której trzeba dać trochę czasu żeby mogła nabrać właściwego koloru i aromatu. 
Dobrze było zrobić go po południu i zjeść kolejnego dnia. 
Lubię zdecydowane smaki, wobec czego zdecydowałam się, dodać do naszej wersji obrane małosolne ogórki, podkręciły zdecydowanie jego kwasowość ale kiedy dodaliśmy świeżych kolejnym razem ,było równie w porządku. 

Oczywiście nie zdecydowałam się na dodawanie żadnych polepszaczy koloru czy chociażby zalecanego zakwasu buraczanego - uważam, że to całkowicie zbędne. Para nitrylowych rękawiczek to najlepszy, oprócz Dziecka kompan, do pracy. Nauczyłam się też tego, że jeśli podasz dziecku chłodnik bez jajka, koperku i całej zawartości 'środka' w maleńkiej miseczce zje go chętnie i poprosi o więcej. W końcu samo go przecież zrobiło.

Nasz Chłodnik

duży kubek jogurtu typu greckiego
jogurt naturalny w dużym opakowaniu lub dwa duże kubeczki
250 ml przegotowanej i ostudzonej wody
2 łyżki soli
2 łyżki cukru
2 młode podłużne buraki
3 ogórki małosolne lub świeże gruntowe
3 ząbki czosnku. Zwróćcie uwagę na to czy jest polski.

Buraczki obierz i pokrój w kostkę, dość drobną. Przesyp do miski i dodaj łyżkę soli oraz cukru, pozostaw na około 15 minut tak, aby puściły sok. Podaj do wymieszania swojemu Dziecku otwarte jogurty. Pomóż przelać do garnka jeśli będzie taka potrzeba. Niech dziecko miesza, integracja sensoryczna wypisz wymaluj ;) Kiedy Mały Człowiek uzna, że wszystko jest dokładnie 'wymiesane' wypowiedz magiczne zaklęcie i dodaj buraczki razem z sokiem do garnka i pozwól bawić się dalej. W tym czasie obierz ogórki i pokrój w kostkę, dodaj do garnka. na koniec przeciśnij 3 ząbki polskiego koniecznie czosnku i... Pozwól Mieszać Dalej. Nie przejmuj się, że kolor na tym etapie wygląda blado. Jutro będzie wyglądał pięknie. Przed włożeniem do lodówki dodaj jeszcze po łyżce soli i cukru. Odstaw do lodówki na parę godzin.




Mamo, a mogę 'zamiesać'
Mamo, chodź 'miesaaamy'







wtorek, 12 sierpnia 2014

Zupa z polnych pomidorów.

Latem w sierpniu wschodzą na polu pomidory, nazywają je - Lima. Późnoletnia odmiana. Co roku czekam na nie z utęsknieniem ze względu na tę zupę. Mają taki podłużny kształt, są tanie jak barszcz. Dostaniecie je na każdym targu o tej porze. Idealnie nadają się na domowe przetwory oraz właśnie jako dodatek do zup.

Dla mnie osobiście najpyszniejsza jest zupa zrobiona tylko z nich, bez żadnych zbędnych dodatków. Kocham ją, w zwykłej prostocie dnia codziennego, bez ulepszaczy.

Niektórym po zdjęciach, będzie się wydawało, że jest to dużo pracy. Nie, odpowiadam z góry - wystarczy dobrze się zorganizować. Potrzebujecie patelni i dwóch małych bądź średnich garnków do tego grube sitko i pałkę do ciasta lub łyżkę. Pół godziny.

Efekt jest wart, wkładając pierwszą łyżkę tej zupy do ust, poczujecie ją w nozdrzach a całe Wasze ciało wypełni się jej aromatem. To najlepsza pomidorowa jaką robię. I robię jej mało, zaskakujące jest to, że jesteśmy w stanie najeść się nią do syta, dodając do naszej uczty tylko grzankę z fetą. Zaskakujące jest też to, że wystarczy zrobić ją bez mięsa dodać tylko dwie łyżeczki koncentratu a ona oddaje nam więcej smaku niż nie jedna tradycyjna pomidorówka.


Zupa z polnych pomidorów.

1kg pomidorów Lima
2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
1 łyżeczka klarowanego masła
1 łyżka soli 
1 łyżka cukru 
pół łyżeczki wędzonej słodkiej papryki kupuję tutaj (klik)
do posypania na koniec pomidory z czosnkiem niedźwiedzim i czarnuszką kupuję tutaj (klik)


Pomidory przekrój na pół i ułóż na patelni środkiem do jej dna, wstaw 'mały ogień' i przykryj pokrywą. W ten sposób za około 10 - 15 minut będzie można zdjęć z nich skórkę. 
Po tym czasie, widelcem naciśnij na każdą połówkę tak aby wydobyć środek. 
Przelej uzyskaną zawartość wraz z powstałą wodą do garnka.
Na drugim garnku połóż sito i powoli ale do końca przetrzyj wszystko tak, aby pozostawić tylko nasiona.
Do uzyskanego wywaru dodaj łyżkę soli i cukru oraz zacznij podgrzewać, gdy zupa zrobi się ciepła dodaj łyżeczkę masła i dwie łyżeczki koncentratu. Na sam koniec dodaj trochę wędzonej słodkiej papryki. A na talerzu już, posyp delikatnie pomidorami z czosnkiem niedźwiedzim i czarnuszką. Gotowe!




















poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Dzieci - odłamane kawałeczki naszych serc.

Kocham takie dni jak ten - ciemnawo, nie gorąco. Jak prawdziwa Matula, nie patrząc na to jak elegancką kobietą byłam kiedyś, idę w szortach z dziurami i bluzce z lumpa, kiepski mam makijaż i włosy wczorajsze. Idę na targ. Jedną ręką pcham wózek, drugą trzymam małą rączkę niespełna trzyletniej dziewczynki. 

Mijam urocze kamiennice poznańskiego Łazarza, jestem zakochana... Myślę sobie, że pewnie nie jeden powiedziałby, że to slumsy, że czasy dawnej świetności minęły i dziś pewnie tu trochę brudno i tynk zdarł się tu i tam. Dla mnie jest wyjątkowo i magicznie. Pogoda sprzyja, jest ciemnawo i nie gorąco. Nie mam aparatu, ale jakbym bliżej przyjrzała się sytuacji, pewnie nie mam też mokrych chusteczek, biletu i masy innych 'niezbędników'.

Idę na targ. Idę, bo Rynek to takie miejsce które tętni życiem. Bo wiem, że Ci ludzie wstali o 4 rano żeby z okolicy przywieźć owoce i warzywa. Tak z okolicy, nie z Grecji i Hiszpanii i Ekwadoru. A teraz stoją tam, piszą na tekturze cenę robiąc warkot i szum sprzedają te lokalne dobrodziejstwa. Kupuję ogórki, wstawię w słoiki, kupuję polne pomidory, zrobię dziś krem, kupuję borówki i jagody - dodam do ciasta drożdżowego resztę zjemy oblizując palce... To nic, że znów kupiłam tyle, że nie dam rady wsiąść już do tramwaju z maluchami, wózkiem i torbami... To nic.


Mamo, Mamo jeszcze do parku! - słyszę.

Dobrze, kochanie pójdziemy.

Mamo, kaczuszki przecież czekają.


Kupuję bułkę dla kaczek, może i dziecko zje. Kupuję w lumpie obok piękną koszulową bluzkę znanej marki. Stać mnie na nową, może nawet na pięć ale ta jedna właśnie tu jest wyjątkowa, wierzę, że czekała tu na mnie. 

Powoli zmierzam do Parku Wilsona, wciąż nie dowierzając jak piękny jest Poznań. Karmię kaczki z dziećmi, śmiejemy się do łez, biegamy w trawie, zbieramy liście, dojadamy suchą bułkę. Patrzę do góry i widzę piękną soczystą zieleń drzew, liście delikatnie powiewające na wietrze. Przypomniało mi się, że jako dziecko nigdy nie umiałam powiedzieć jaki lubię kolor. Musiałam zaczekać do dzisiejszego dnia aby przekonać się, że ta zieleń jest dla mnie najpiękniejsza. Zieleń drzew latem przy ciemnawym niebie. Tak to ten! Miałabym ochotę krzyknąć w stronę moich rodziców ale ich już dawno przy mnie nie ma....


Potem idziemy do domu, trochę za długo i trochę nam ciężko... ale słyszę:

Mamo, tak mocno Cię kocham! Jestem szczęśliwa! 'Zatęknię' za Tatą ale uśmiecham się z Tobą.


I tak sobie myślę, że i ja Ciebie kocham moja mała Córeczko, że gdyby nie Ty i Twój mały Braciszek nigdy nie poznałabym smaku i piękna prawdziwej codzienności, nigdy nie zaznałabym takiego ciepła w sercu które odczuwam kiedy mówisz mi 'kocham'.

Być może nigdy nie wyszłabym na ulicę bez makijażu, bez marynarki - gdybyś mi nie pokazała, że nie to jest w życiu najważniejsze. Tak właśnie Ty - moja mała Córeczko. Być może pracowałabym tylko na coraz droższe ubrania i lepsze wakacje. Być może całymi latami nie wpadłabym na to ile radości może dać spacer w parku, być może nigdy nie odkryłabym jaki jest mój ulubiony kolor.. bo siedziałabym godzinami w biurze goniąc za 'nie wiem do końca czym'...

Kocham takie dni jak ten, kiedy mogę po prostu połazić, powłóczyć się kupić coś za parę groszy i patrzeć. Patrzeć jak odłamane kawałeczki mojego serca rosną i powoli nieśpiesznie na własną rękę zdobywają, z moją małą pomocą, swój Świat.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zajrzyjcie do nas jutro po przepis na zupę z polnych pomidorów.